Witamy na stronie

Budujemy Dom

Home / Budowa / Nie możemy się doczekać przeprowadzki – czyli błędy organizacyjne w pogoni za czasem

Nie możemy się doczekać przeprowadzki – czyli błędy organizacyjne w pogoni za czasem

  • Opublikowany przez:
  • Data:
  • Kategoria: Budowa

Budowa rozpoczęła się już prawie rok temu, wliczając przerwę zimową. Do tej pory mogliśmy cieszyć się szczęściem natrafiania na pożądnych i rzetelnych wykonawców, do których nawet nasz Inspektor nie miał wiele uwag. Udało się sprawnie i bez problemów położyć dachówkę, kończąc tym samym prace dekarskie. Przyszła więc pora na wnętrza. Hydraulik położył rury kanalizacyjne, elektryk kable. Etap planowania rozmieszczenia kabli to temat na osobny wpis – kiedy trzeba zaplanować każde gniazdko, przemyśleć każdy włącznik – głowa może rozboleć. Lepiej poświęcić na to więcej czasu, niż kuć i przerabiać na późniejszym etapie.

Tynkarze weszli na budowę z miesięcznym opóźnieniem, co oddaliło perspektywę jesiennej przeprowadzki. Na szczęście swoją pracę wykonali sprawnie i elegancko. Wybór tynku był trudny, zwolenników każdego z rodzai nie brakowało, plusy równoważyły minusy. Zdecydowaliśmy się na wapienno cementowe i wbrew krążący opiniom, iż wymagają więcej cekolowania niż gipsowe oceniam gładkość wykonania na 5 w pięciostopniowej skali. Poprawki obejmą raczej drobne zarysowania poczynione przez kolejne ekipy.

Hydraulik miał za zadanie przygotować rurki ogrzewania podłogowego, instalację odkurzacza centralnego oraz oczywiście rury wodne. Dziwiłam się czemu nie kładziono rur przed tynkami. Wyjaśnienie okazało się proste – rurki są delikatne i mogłbyby zostać uszkodzone podczas kładzenia tynków, co nie byłoby od razu widoczne. Bezpieczniej jest więc wykonać bruzdy i później je zacekolować.

Kończąc swoją robotę hudraulik podkreślił, że dobrze by było ograniczyć chodzenie po domu do czasu położenia posadzek. Nie było to wystarczająco oczywiste dla ekipy, która jednocześnie wykonywała ocieplenie elewacji. Przyzwyczajona do „fajnych” ekip nie spodziewałam się, że jednak może trafić się jakaś mniej fajna. Panowie snuli się więc bez celu po całym domu, robili sobie herbatki w salonie, nanosząc tony błota, styropianu i wyrywając uchwyty mocujące rurki. Za nic mieli prośby o nie chodzenie. Nie reagowali na pytanie, co za interes mają w spacerach po całym domu. Prąd można było pociągnąć spokojnie z przedłużacza, a kran z wodą jest na zewnątrz. Twierdzili też, że przebierają się w samochodzie. Jednak upierali się przy możliwości dostępu do garażu (nie chcieliśmy im przekazywać pilota do bramy więc jedyne dojście było przez dom) i składowaniu tam swoich narzędzi oraz zapraw.

Myślę więc, że organizując prace w domu i na zewnątrz jednocześnie, szczególnie kiedy jedna ekipa, jak w naszym przypadku hydraulicy, kończy szybciej swoje prace, a druga nie potrzebuje dostępu do wnętrz, dobrze jest zapewnić zaplecze socjalne robotnikom poza domem, nawet z pomocą przyczepy kampingowej, gdzie znajdzie się podłączenie prądu, woda i miejsce do przebierania. Umożliwiłoby to zamknięcie wnętrz na głucho do czasu wejścia posadzkarza i zaoszczedziło nerwów.  A organizując wszystkie ekipy na raz do pracy wydawało się, że nie nastąpią między nimi kolizje i problemy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

>> <<